| Korniszonek - nowe wydanie | | Drukuj | | Wyślij znajomemu |
Jak się uczyć, nie ucząc? Oto ambitne zadanie, jakie stawia przed sobą tytułowy Korniszonek, rezolutny siedmiolatek, który szkołę traktuje jak plac zabaw. W tych wysiłkach wspiera go równie niesforny przyjaciel, czarodziej Mietek, mozolnie zgłębiający tajniki czarnej i białej magii. Zdwajają wysiłki, kiedy w ich ręce wpada księga z zaklęciami. Korniszonek jak najdłużej chciałby pozostać Jacusiem, Jacuniem, Niuniusiem, Dziubdziusiem, Lalunią Mamuni. Niestety, musi iść do szkoły i to właśnie szkoła staje się jego życiowym problemem. Ale z problemami trzeba sobie radzić. Szkoła sama w sobie nie jest taka zła,; na korytarzu można rozegrać ligę mistrzów, można zostać bohaterem łapiąc złodzieja. Gorzej z nauką. Bo jak można nauczyć się tych wszystkich powykręcanych literek? I po co w ogóle tracić na nie czas, skoro wokół dzieją się dużo ciekawsze rzeczy.
ISBN: 978-83-7672-132-3 Oprawa: Oprawa twarda Ilość stron: 160 Kategoria wiekowa: 7+
Przeczytaj fragment książki: http://www.wyd-literatura.com.pl/kacik/fragmenty-ksiazek/
Korniszonek, Grażyna Bąkiewicz – Co nowego w szkole? – pyta codziennie mama, a ja za każdym razem odpowiadam, że wszystko po staremu: uwaga i czarna kropka. Mama nie traci jeszcze nadziei. Daje mi dużo marchewki i soków owocowych, bo od nich podobno przybywa człowiekowi rozumu. Chyba ma rację, bo nieraz czuję, jak mi coś między uszami rośnie. Wojtek mówi, że to tylko kolejna warstwa brudu, ale wolę wierzyć, że to rozum. Tata wzdycha i wieczorami wspomina, że w pierwszej klasie miał same piątki. Też coś! U nas tylko Mamlas ma piątki. Chce mi dać do zrozumienia, że był takim Mamlasem, czy co? Mamlas wie więcej nawet od telewizora. Pani musi go wyłączać, żeby inni mogli dojść do głosu. Przez długi czas zastanawiałem się, gdzie on tę całą wiedzę mieści. Zrozumiałem dopiero, jak tata pokazał mi obrazek w encyklopedii. Była tam głowa przecięta równiutko na pół wzdłuż nosa. Brrr, prawdziwa makabra! Przełupali komuś głowę tylko po to, żebym mógł zobaczyć, co jest w środku! No i gdybym na własne oczy nie widział, nigdy bym nie uwierzył. Okazało się, że jest tam całe mrowie komórek i to właśnie w nich mieszczą się te wszystkie wiadomości. Jeśli ktoś jakieś ma, oczywiście. – W twoich mieszczą się same głupoty i nic więcej! – oznajmił tata. Uznałem, że to i tak nieźle, bo u niektórych chłopaków komórki są całkiem puste albo ich w ogóle nie ma, jak u Zbynia z naszej klasy. Pusty łeb, mówią o nim, kiedy Zbynio nie słyszy. Gdy obejrzałem tę ilustrację, zrozumiałem, co mają na myśli. Ja sądzę, że przynajmniej jedną ma pełną, bo dobrze gra w piłkę i zawsze trafia do właściwej bramki. Jak powiedziałem chłopakom o tych komórkach, zaczęli sobie liczyć, który ile ma. Zbynio uznał, że jedna mu wystarczy, byle była duża. Moi rodzice też pewnie by woleli, żebym miał jedną, bo byłoby ze mną mniej kłopotów. Ale niestety, w mojej głowie jest ich chyba ze sto, jeśli to oczywiście prawda, że każda komórka jest od innej głupoty. W jednej ukryty jest wzór na latanie bez rakiety, ale nie wiem jeszcze w której. Mamlas śmiał się i mówił, że każdy ma w głowie miliardy komórek, ale nie wierzę, bo on zawsze się wymądrza. Przecież od takiej ilości głowa by pękła. Nawet jego!
– Korniszonek, chodź na dwór! – stado chłopaków wrzeszczy pod oknami, dając do zrozumienia, że żadna zabawa nie jest wystarczająco zabawna, gdy mnie tam nie ma. – Nie mogę! Mam obowiązki! Uczę się! – odpowiadam z godnością. Nie powiem, byli pod wrażeniem. Przez pół godziny czekali cierpliwie pod trzepakiem. Uciszali się nawet, bym w spokoju mógł nabywać wiedzę. Potem sam stwierdziłem, że nie mogę być mądrzejszy od Mamlasa. Odkąd poszedłem do szkoły, żyję w przekonaniu, że świat jest niezwykle skomplikowany. Tata powiedział, że trzeba się długo uczyć, żeby go zrozumieć. Nikt mi nie zarzuci, że nie próbowałem. Całe popołudnie zmarnowałem na te próby. Ale pokręcone literki doprowadzały moje komórki mózgowe do rozpaczy. Ech! Szkoda gadać! Zwykły człowiek nie jest przecież w stanie ich rozpoznać i zapamiętać. Ostatecznie dałem sobie spokój z nauką i wymknąłem się na dwór pograć w piłkę. Zanim wbiłem pierwszego gola, dręczyło mnie sumienie na wspomnienie słów: „Liczę na ciebie!”. Ale szybko wytłumaczyłem swojemu wrażliwemu sumieniu, że naukę zacznę od liczenia, a liczyć będę się uczył na golach, które wbiję tym łamagom z Ib. Świadomość tego dodała mi skrzydeł i wbiłem aż osiem. Jeśli chcesz się dowiedzieć czy Korniszonek nauczył się czytać i czy odkrył wzór na latanie bez rakiety, zapraszamy do sklepu internetowego: http://www.wyd-literatura.com.pl/korniszonek.html
|
| Dla dzieci |
| 365 bajek na dobranoc |
| Korniszonek |
| Dla młodzieży |
| Będę u Klary |
| Muchy w butelce |
| O melba! |
| Stan podgorączkowy |
| Dla dorosłych |
| Coś za coś |
| Opowieść z perłą w tle |
| Bajki dla dorosłych |
| Opowiadania |
| Dobry pies |
| Dzień jak co dzień |
| I takie rzeczy się zdarzają |
| Tunel |
| Wielki Traf |
| Artykuły |
| Moja Łódź - Luwr i okolice |